Grożą, że nas zabiją i spalą nasz dom – Polska rodzina w niebezpieczeństwie

Grożą, że nas zabiją i spalą nasz dom - Polska rodzina w niebezpieczeństwie
Bądź na bieżąco:

Otrzymałem bardzo niepokojący list na KONTAKT 24H. Polska rodzina jest w niebezpieczeństwie.

W dniu dzisiejszym otrzymałem niepokojącą wiadomość. Po krótkiej rozmowie z poszkodowanym powiadomiłem Konsula w polskiej Ambasadzie RP w Dublinie. Jeżeli ktokolwiek może pomóc, proszę o KONTAKT 24H.


Witam.

Jesteśmy spokojną rodziną z Kilrush Co. Clare. Niestety w dn. 11 kwietnia mieliśmy wypadek, z którego wszyscy wyszli bez większych obrażeń. Do wypadku doszło ok. godz 10.30 wieczorem.

Dwóch młodych Irlandczyków i jedna dziewczyna znanych lokalnej Gardzie wyjechało z zakrętu na naszym pasie ruchu, więc szybkim ruchem próbowałem ratować się uciekając w prawo, niestety oni w tym samym czasie skręcili w lewo i zderzyli się z nami czołowo.

Po wyjściu z samochodu zauważyłem, że niestety mam do czynienia z lokalną patologią, sekundę później dwóch bandziorów rzuciło się na mnie z pięściami na oczach mojej zszokowanej żony i syna krzycząc, że mnie zabiją – ty polski cunt.

Chcieli mi zadać ciosy, ale skutecznie się broniłem. Widząc wypadek coraz więcej kierowców zatrzymywało się, aby nam pomóc, lecz niestety zamiast pomocy probowali uspokoić agresywnych Irlandczyków. Chwilę później jeden poszedł po coś do bagażnika, ale dzięki Bogu przyjechała Garda. Potem dojechały ambulanse i zabrały moją żonę i syna do szpitala do Limericku.

Niestety horror się na tym nie skończył gdyż, gdy dotarłem następnego ranka do szpitala zobaczyć się z rodziną, mijałem na parkingu jednego z bandziorów. Ten w otoczeniu członków rodziny bądź znajomych znowu mi groził, że jak tylko ogarnie sprawy to do mnie przyjadą z kolegami i nas zabiją i spalą nasz dom. Kilka minut później, kiedy dotarłem na oddział, na którym leżały moja żona i syn zauważyłem drugiego ze sprawców wypadku, który stał przy łóżku dziewczyny, która również ucierpiała w wypadku. Mijając go powiedział po cichu “you are dead”. Poinformowałem później Gardę, powiedzieli, że znają gagatków, jedyne co mogę zrobić, to jakby tylko pojawili się w pobliżu mojego domu, to mam do nich natychmiast zadzwonić. W ogóle nas to nie uspokoiło, szczególnie iż zbliżają się święta, więc raczej Gardy w mgnieniu oka na pewno nie uświadczymy.

Po opuszczeniu szpitala od wczoraj śpimy u znajomych. Żona i syn są przerażeni. Traumatyczne wydarzenia ostatnich dni sprawiły, że żona ma ciężką depresję, przez cały czas płacze, a syn siedzi osowiały i cały czas obgryza paznokcie. Dziś zabukowałem żonie i synowi bilet w jedną stronę do Polski. Lecą w niedzielę. W Polsce konieczna będzie wizyta u psychologa.

Nie ukrywam, że sam się okropnie boję o swoje zdrowie i o nasz dobytek. Ale po niedzieli, kiedy oni polecą do Polski, muszę wrócić do domu. Kilrush to małe miasto. Jeśli będą chcieli, namierzą nasz dom bardzo szybko.

Błagam o pomoc


Dane do wiadomości redakcji. KONTAKT 24H